czwartek, 3 listopada 2011

Straszna wiadomość.

Szpital. Julia leżała wciąż wpatrując się w drzwi, miała nadzieję,  że pojawi się ktokolwiek. Matka, siostra, pielęgniarka. Choć w środku czuła straszliwą pustkę, choć wystraszyło ją to, co zaszło przed chwilą, choć nie miała się do kogo odezwać – nie uroniła ani jednej łzy. Obiecała to sobie, gdy dowiedziała się, że zmarł jej ojciec. Wtedy ostatni raz cofnęła łzy z oczu z powrotem do wewnątrz. Czasem, gdy budziła się rano, łzy leciały jej z oczu, przeczyszczały oko. Złościła się wtedy, ponieważ świadczyło to o złamaniu obietnicy, lecz w końcu przestała zwracać na to uwagę. Ważne, że starała się, choć było to okropnie trudnym wyzwaniem.            Po kilkunastu minutach, w ciągu których dziewczynce udało się oczywiście oderwać wzrok od drzwi, do sali szpitalnej ponownie zawitała matka. Wróciła, Julia zauważyła w jej oczach łzy. Przyglądała się jej bacznie. Niewinny wyraz twarzy dziewczynki i oczy pragnące wiedzieć, wprawiały matkę w odrętwienie. Usiadła więc ponownie na krzesełku i nie mówiła nic, milczała. Piętnastolatka nie miała zamiaru pytać. Twarz Iwony, jej mamy, wskazywała na to, że nie ma najmniejszej nawet ochoty wydobyć z siebie choćby mruknięcia. Milczała więc i cieszyła się, że nie musi siedzieć sama. Zajęła się zdrapywaniem błękitnego lakieru ze swoich paznokci.
            - Dzień dobry, wypoczęta? – do sali weszła pielęgniarka o przemiłym wyrazie twarzy.
            - Dzień dobry. Można powiedzieć, że tak – odpowiedziała Jula.
            Gdy pielęgniarka spojrzała na matkę, jej wyraz twarzy zmienił sie nie do poznania. Uśmiech w oczach zastąpił strach. Poprosiła Iwonę, by porozmawiały na chwilę na osobności.
            - Jak mniemam, jeszcze nie powiedziała pani córce, co się stało? – spytała pielęgniarka, gdy zamknęły za sobą drzwi od Sali.
            - Myślałam, że będzie pamiętała choć ociupinkę, a ona ma wielką lukę w pamięci, jakby tamtego dnia nie było. A ja? Boję się jej o tym powiedzieć, niech pani zrozumie.
            - Rozumiem – stwierdziła pielęgniarka spuszczając wzrok. – Takie powikłania, jak zanik pamięci, zdarzają się. To nie jest powód do zmartwień. Ale jedno jest pewne – musi pani powiedzieć córce, jaką wystawiliśmy diagnozę. Najlepiej teraz, ona musi się z tym pogodzić.
            Iwona utkwiła wzrok w suficie. Postanowiła już, że nie powie tego ona, nie jest w stanie, nie ma tyle odwagi. Nie zmieniła zdania.
            - Izabela. Ona będzie w stanie jej to przekazać – stwierdziła matka przenosząc wzrok z sufitu na przeciwległą ścianę.
            - Dobrze, trzymam panią za słowo – odpowiedziała pielęgniarka i skierowała się w przeciwnym kierunku, niż drzwi sali Julii. Matka wyjęła telefon z kieszeni.
            - Iza? Izuniu, obudziła się.
            - Hej mamo, no w końcu, cały tydzień czekałam. Wszystko z nią w porządku, jak zareagowała? – pytała starsza córka.
            - Przyjedź tu, proszę Cię – powiedziała Iwona i rozłączyła się.
            Izabela pospieszyła w stronę drzwi. Zamknęła je za sobą i ruszyła rowerem w stronę szpitala.
            Gdy matka zobaczyła Izę na końcu korytarza, nie mogła powstrzymać łez. Izabela, wysoka, siedemnastoletnia dziewczyna o długich blond włosach i piwnych oczach – po matce, kroczyła spiesznie w stronę Iwony. Na jej twarzy malowało się przerażenie.
            - Co się stało?
            - Nie potrafię jej tego powiedzieć – powiedziała Iwona prosto w oczy swej starszej córce. – Nawet nie wiesz, jaki to ból, uświadamiać dziecko o takiej tragedii. Wiem, że powinnam to zrobić, lecz nie mogę, nie potrafię. Chciałabym, byś ty jej to przekazała.
            Iza spuściła powoli wzrok. Wiedziała, że nie może odmówić, chciała oszczędzić cierpienia matce. W końcu trzy lata wcześniej odniosła jedną z większych strat swego serca – swojego męża.  Miała świadomość, że stoi przed nią nie lada wyzwanie. Czuła się zobowiązana, a jednocześnie okropnie bała się spojrzeć w oczy swojej najukochańszej siostrze.
            Gdy w końcu Izabela ochłonęła i zdecydowała się przekazać Julii to, co powinna, starsza córka wraz z matką weszły do sali szpitalnej najmłodszej pociechy. Dziewczynka leżała wciąż w tej samej pozycji na łóżku, nie mogła ruszyć nogami, poprawić się w jakikolwiek sposób. Denerwowało ją to, lecz nie dała tego po sobie poznać. Na widok dwóch kobiet razem, uśmiechnęła się nieznacznie.
            - Hej Juluś – Iza przesłała uśmiech młodszej siostrze.
            - Hej Izabel.
            - Słuchaj, musimy pogadać – powiedziała starsza siostra i usadowiła się na łóżku obok Julii. – Pewnie zastanawiasz się dlaczego nie możesz ruszyć nogami.
            - Już wiem, mama powiedziała, że dali mi jakieś tam znieczulenie. Ale wiesz co mnie zastanawia? To, z jakiego powodu się tutaj znajduję. Nic nie mogę sobie przypomnieć – stwierdziła Julia. Mówiła to odważnie wprost w oczy Izy.
            - Właśnie to chciałam sprostować, ale może zacznę od samego początku.
            I tak Iza sięgnęła pamięcią zeszłej niedzieli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz