Promienie słońca ogrzewały ramiona trzem kobietom jedzącym śniadanie. Iwona każdej niedzieli była niespokojna, zbyt uważna. Czepiała się o wszystko, by tylko zapewnić córkom jak największe bezpieczeństwo. Uważaj na siebie, uważaj na ulicy, melduj się co godzinę, będę dzwoniła! Córki czasem miały tego dość, lecz nie zwracały mamie uwagi. Wiedziały, co jest tego powodem. Po południu Julia chciała iść na zakupy. Obiecywała, że będzie na siebie uważała, że da radę, że zabierze ze sobą jakąś koleżankę. Nie, nie i nie. Matka uparła się, że to ona zawiezie ją na miejsce i ona spędzi z nią czas na zakupach. Lekko zdenerwowana Iwona naszykowała się i wraz z córką wyjechały z podwórka fiatem Punto. Matka starała się uważać, na każdym zakręcie, każdym skrzyżowaniu, każdym pokonywanym metrze. W pewnym momencie zauważyła znak z ograniczeniem prędkości. Chciała sprawdzić, czy nie jedzie zbyt szybko. Gdy podniosła znów wzrok, nie zauważyła znaku mówiącego o tym, iż w tym miejscu należy ustąpić pierwszeństwa. Nawet nie spojrzała, czy z prawej strony jedzie jakieś auto, wydawało jej się, że na tym skrzyżowaniu na pewno ma pierwszeństwo. W pewnym momencie huk, wyrwało jej ręce z kierownicy. Samochód sunął w lewą stronę, matka nie wiedziała co się dzieje. Nagle ciemność, nic, pustka.
Iwona ocknęła się. Leżała na łóżku w karetce. Nie wiedziała co się dzieje. Nie odczuwała bólu, czuła się normalnie. Ratownicy pogotowia powiedzieli, że nic jej nie dolega, jedynie straciła przytomność, jednak niezbędna jest kontrola lekarza. Iwona natychmiast spytała o córkę. Gdzie jest, co się z nią stało. Oznajmili jej, że ich córka w złym stanie wieziona jest drugą karetką do tego samego szpitala.
Wieczorem jeszcze tego samego dnia wystawiono diagnozę. Izabela natychmiast po wiadomości od mamy zjawiła się w szpitalu. Iwonie nic się nie stało, kilka siniaków, nic poważnego. Julia jednak zapadła w śpiączkę.
Gdy matka wraz ze starszą córką siedziały na korytarzu czekając na jakiekolwiek informacje, zjawiła się pani doktor. Trudno jej było to oznajmić, lecz w końcu się na to zdecydowała. Kazała kobietom siedzieć i poinformowała je, że u Julii zdiagnozowano poważny uraz kręgosłupa i najprawdopodobniej do końca życia nie będzie miała sprawnych obu nóg. Po prostu, straciła w nich czucie. Całe szczęście, że Iwona z Izabelą siedziały. Nie mogły powstrzymać płaczu, w tej samej chwili łzy strumieniem zaczęły lać się po ich policzkach. Kolejna tragedia, kolejna niedziela zaliczona do tych złych niedziel. Matka właśnie w tym momencie poczuła, że wali jej się to, co przez ostatnie trzy lata próbowała odbudować. Przytłaczała ją świadomość, że to jej wina. Nic nie opisze jej uczuć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz